Zarejestruj    Zaloguj    Dział    FAQ

Strona główna forum » IZRAEL JEHUDIM » MĄDROŚCI MĘDRCÓW » Droga do MĄDROŚCI




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 10:07 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
"Profesor do studentów:
- Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem jaki nauka ma z religią.
Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie. Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej
- Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie? Student nadal milczy, więc profesor dodaje
- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?
- aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada
- Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu
- czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły. Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi.
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świecie? Student drżącym głosem odpowiada
- Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie
- Kto je stworzył?
- wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby
- Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje. Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara. Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.

Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem. W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania
- czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie? Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy. Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie,to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem? W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali
- Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej - stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło? Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi
- Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło. "

To znaleziona w necie fabularyzowana historia młodego Alberta A.

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
 Post Napisane: 12 września 2013, o 10:07 
 


Góra 
  
 
 Tytuł: Re: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 10:13 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
komentarz sej ,do powyższego ..
Cytuj:
Tu chcę się wtrącić, bo zdaje się pojawił się ktoś kto rozumie iż z faktami i nauką się nie dyskutuje.
W sumie wiele z moich postów poświeciłam temu samemu zagadnieniu.
Bogu który jest potężniejszy niż to określają owe pozorne przeciwieństwa.
Który jest ponad wszystko, bo i wszystko stworzył a poza nim nie ma nic, nawet ciemności paradoksalnie gdyż ta nie istnieje.
Pisałam o tym iż nie ma dwu przeciwstawnych sił itd.
Więc zarówno Profesor (względem pierwszego ucznia "kłamcy który kocha własne wyobrażenia i wierzy w coś o czym nie ma pojęcia i czegoś za to oczekuje") , jak i Uczeń (Albert względem Profesora) mieli rację.
Tylko że jeden widział z poziomu pozornych sprzeczności, drugi zaś z poziomu JEDNEGO Boga i niczego poza.
Choć popełnił mały błąd logiczny na samym końcu. Otóż zło rozumiane jako brak Boga, oznacza nie mniej ni więcej 0=Nie istnieje.
Więc "nic" nie istnieje poza Bogiem, a dla dobrego to właśnie ta pełnia jest dobra.
Szkoda że ludzie ograniczają nieograniczone i nawet tego nie rozumieją.

A czym lub kim jest istota Boga?
:) Wiedza istnieje i wykracza poza dogmaty, religie, gusła.
Symbolika ją tylko odzwierciedla tam gdzie nie ma wiedzy jeszcze.

Jest jak My.
Więc sam nadaje znaczenia i odniesienia, którym jednak nie podlega bo nie one decydują o nim, jego braku czy istnieniu, nie są ograniczeniem jego osoby ani mocy.
Tak jak i Naszej, więc stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, nie klona a dziecko na miarę Ojca.
Światłość ze światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego, współistotnego Ojcu. Więc kim jest istota Boga?
Spójrz w lustro i przyjrzyj się sobie :)
A jeśli poznasz siebie, co przecież nie jest niemożliwe.
Poznasz to co jest niemożliwe czyli Boga Bogów naszego Ojca.

.
Cytuj:
...tłumaczyłam że, nie można doświadczać nieistnienia.
Więc ja nic o tym nie wiem, nie znam organoleptycznie pojęcia śmierci ponieważ jest jedynie brakiem życia.
Słowem.
Poza tym świetnie doświadczam i bez ciała, w innym ciele, ... Jako wszystko, czy cokolwiek, nawet jednocześnie.
Odnoszę też wrażenie, iż skoro człowiek jest Bogiem, to logiczny wniosek z tego mający wynikać brzmi "Boga Ojca nie ma"
A to nie prawda, bo nie było by mnie.
Wniosek "Nie ma Boga Osobowego"
A to nie prawda, bo mnie osobowej by nie było.
Już nie powołam się na osobiste doznania bo to nikt nie musi mi wierzyć gdybym powiedziała że, znam Go osobiście, rozmawiałam, dotykałam i będę.

Jeśli bez ciała nie ma sensu się szczypać, a skoro tak miała bym stracić sens istnienia, czy w ogóle przestać istnieć ŻYĆ korzystając z nawet innych zmysłów nie wbudowanych w ciało.
To równie trafny wniosek o Boskości poprzez doznanie można by wysnuć twierdząc iż bez ferrari nie ma tego istotnego czy kluczowego elementu boskości w nas bo nie da osiągnąć prędkości 200km/h.
Bo się nie da, nie ma sensu próbować bez ferrari, a bez ciała się uszczypnąć
I czego to ma dowodzić?
Jak nie tego ,że ciało jest narzędziem?
Podobnie jak Ferrari, tym bardziej że, jedno i drugie można zmieniać, pozostając sobą.
Bo nikt nie staje się kim nie jest z powodu zmiany narzędzi jakich używa.

Więc Bóg Ojciec Osobowy jest, i się uszczypnął, nie bo się uszczypnął i temu nie przeczę.
Bo skoro masz rację, to dla czego ograniczyć ją jedynie do człowieka zrodzonego z kobiety?
A uznać że sam Bóg zanim stworzył owego człowieka nie miał ciała i domu?
Bo przecież nie my, stworzyliśmy Boga, nie my Ziemię, nie my ...

Ciekawostka:

Ewolucja daje tyle ile zdoła wypracować na podstawie potrzeb, a już zbędne i nieużywane narządy zanikają. I nie daje niczego na wyrost w dodatku działającego i nie będącego patologiczną zmianą jedynie.
Prawda? Prawda!

Więc jak wyjaśnić fakt iż geniusz korzysta z max 10% swojego mózgu i potencjału? To jest sprzeczne z teorią ewolucji. Prawda?

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 10:23 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
cd..

Cytuj:
Cytuj:
ndra napisał(a):

Kochanie Bog nieosobowy jest. Ale jest nie oznacza ze zyje. Zeby zyc trzeba stac sie forma osobowa Boga. SeJa, nie chce mi sie przerzucac slowami, i tak Ty mi tlumaczysz ze maslo to nabial a ja Tobie ze nabial to maslo:p. Bez sensu.
...
Więc Bóg nieosobowy który jest, czemu i ja nie przeczę. Zgodnie z Twoimi słowami nie żyje, jest martwy.
Ponieważ żeby zaistnieć (przestać nie-istnieć), żeby żyć (przestać być martwym) musiał by stworzyć siebie w ciele.

A jak miał by to zrobić?
skoro nie istniał, nie żył, był martwy zanim miał ciało bo poza ciałem nie ma życia.
Ciało to życie, droga i prawda, ciało Jest Bogiem i tworzy Boga nieosobowego, ..
. Wybacz An.. ale do złudzenia mi to przypomina założenia satanizmu.
No i niby mówimy o tym samym, prawda?
Ale to są jedyne logiczne wnioski z Twojego toku rozumienia. Słów.

Co więcej nie widzisz istnienia Boga Ojca Osobowego.
Bo Ty tworzysz Boga i tylko Ty dla siebie.
A to też jakoś mi znajomo brzmi .
Czego mamy dowody już po chwili, że nie tylko ja dochodzę do takich wniosków.
Bo skoro nie ma Boga, nie ma i szatana jak zauważa babcia . I wielu innych.

Bo skoro nie ma Boga innego niż ciało człowieka, to nie ma i szatana innego niż ten którego sami wymyślamy.
Pomijając już fakt iż to jedna wielka sprzeczność logiczna a człowiek to DUSZA żyjąca, nie ciało.

Ktoś znowu powie, że w ciele dopiero dusza zaczęła żyć,
A ja powiem Nie! bo dusza zaczęła żyć i stała się duszą żyjącą przez to że Bóg dał jej życie, tchnął w nią życie, powołał ją do życia i stała się duszą żyjącą, nie ma tu słowa o ciele, mimo iż w ciało ją tchnął pierwszym razem i wcześniej je sporządził, co jest dowodem na fakt iż, ciało nie ma życia, a jedynie potrafi je symulować.

Bo jest narzędziem i niczym innym.
Gdyby to co napisałaś o nie życiu poza ciałem było prawdą, nie była by możliwa reinkarnacja skoro nie ma życia poza ciałem.
Chyba że inaczej rozumiemy nie-życie, bycie martwym, nie-istnienie.
Bo jak inaczej to rozumieć?
Znów życie a nie-życie, Bóg jest ale Go nie ma, My jesteśmy Dziećmi Boga ale przez adopcje a właściwie nie jesteśmy,
Wierzymy więc jesteśmy skazani na piekło, ... Dobry bóg tworzy zło, Głupota jest mądrością a mądrość głupotą.

Nie ma Boga osobowego innego niż ciało, a nieosobowego nie ma bo nie ma życia poza ciałem.
Więc jaki jest Bóg nieosobowy kochana .

I właściwie koniec, tego wątku, i całego działu, włącznie z religią, wszystkiego co zawiera słowo Bóg, Szatan, Jezus, O ile tu są Cuda i inne wianki. A wszyscy w nich biorący udział powinni jak najszybciej udać się do lekarza, po dobranie leków na Schizofrenię.
I to wcale nie było by śmieszne .
Ja mam komisje w przyszłym miesiącu


.

Cytuj:
Cytuj:
natanczylas sie, nagadalas, i fajnie, tylko co z tego jesli od poczatku snujesz bledne zalozenia, utozsamiajac zycie z istnienieniem. Zycie zawiera sie w istnieniu, ale istnienie nie jest zyciem- jest tym co Ty jako forma postrzegasz jako martwe, choc energia nigdy nie jest martwa. Zawiesilas sie w formie duszy czy co? Ale istnienie w formie duszy nie jest tozsame zyciu, ono wymaga okreslonych warunkow fizycznych. Wiec ucielesnia sie w formie energii jako czlowiek. Jesli uwazasz sie dusze jest to o tyle prawdziwe o ile masz swiadomosc ze jest to takze tylko forma wszystkiego. Istniejacego wszystkiego. Nie ma czegos takiego jak nieistnienie, to tylko nieswiadomosc istnienie kazde tak uwazac. Tak wiec Bog istnieje jako wszystko i we wszystkim ale zyje i doswiadcza siebie zywego poprzez czlowieka. Na razie dzieli Ci sie to osobowe istniejace zycie na cialo, dusze. Sprobuj moze doswiadczyc jednosci formy i tresci seja, bo w tym stanie tworzysz jakies wewnetrzne rozdarcie. A Twoje zabawy slowami, coz. Wydaja mi sie malo tresciwe Siostrzyco, zanadto rozkolysany taniec jest chaosem. Czy to co chcesz powiedziec potrafisz ujac w jedno tresciwe zdanie?

Ja jestem prosta, dla mnie w odniesieniu do mnie, do Boga, do życia, nie ma czegoś takiego jak nieżywe życie, istnienie bez życia. Bo sprawa jest prosta, wręcz kategoryczna.
Jeśli czegoś nie ma, to nie istnieje. Jeśli ktoś nie żyje to nie istnieje. Rozumiem że, wychodzisz z założenia iż można istnieć jako osoba czy duch nie żyjąc.
Ale dla mnie to jest nie do przyjęcia, ponieważ jest wewnętrznie sprzeczne.
I wszystkie wnioski z tego toku rozumowania są nie do rozpatrzenia logicznie.
Stają się chaotyczne, i niespójne same w sobie. Wewnętrznie sprzeczne.

Prosty przykład. To jestem JA, nie jakaś nieożywiona energia, choć sama w sobie żyje, ale nie żyje.
I już zwiecha, error, chaotyczność i niespójność cokolwiek powiem. Ta wewnętrzna sprzeczność przy każdym działaniu matematycznym daje wynik "fałsz, nie prawda, program się wysypuje" W każdej części i całości, nie działa.

Mieszasz, życie, tożsamość z niego wynikającą ze wszystkim, i co za tym idzie niczym, sprowadzasz je do nieistnienia, i nie życia tym samym. Wszystko ze wszystkim i nic z niczym za razem jest swoim dowodem na nic co jest wszystkim.

Ta marmolada jest Bogiem który żyje ale pod warunkiem że jest człowiekiem.
Bez człowieka nie żyje choć istnieje jak kamień na przykład.
A już założenie że, to nie człowiek stworzył Boga pomijasz, że On sam też ma WŁASNE CIAŁO i jest Bogiem który jest jak my wszystkim i jednocześnie może się wyrażać przez wszystko.
Ale też może się uszczypnąć i ma ciało.
No to Ci umyka jak byś nie widziała tych słów bo nie pasują do jedynego Boga człowieka. No co bym nie powiedziała sprowadzi się to do steku absurdów i wyjdzie na to że to ja zaprzeczam logice i sobie nawet.

Jedno zdanie? Czy BÓG OJCIEC OSOBOWY W CIELE WŁASNYM istnieje?
Czy nie istnieje? (NIE CHODZI MI O Boga Człowieka).

Sama zobacz, heee co jest raczej niemożliwe
Obrazek Obrazekdokąd prowadzą Twoje nie błędne założenia.

No kawusi się napije, bo dopiero wstałam, masakra .
Dobrze więc, jedność formy i treści, oki zgadzam się. Ale to nie JA a jedynie część mnie, część trójcy pod postacią Ducha czy też powszechnej podświadomości. Ale JA to pełnia nie tylko część. JA ŻYJE JA JESTEM, w ciele czy bez, w ferrari czy bez, w batyskafie czy bez,... JA ŻYJE. I nie wiem co to nie życie.
Żyje od założenia świata, i pamiętam, dobrze wiem jak to wygląda, jak się żyje nawet i bez ciała. To nie są jakieś tam domysły.
..
Cytuj:
Cytuj:
ndra napisał(a):

Bog osobowy istnieje we wszystkim co istnieje jako osoba obdarzona tozsamoscia JA, to chyba logiczne, w koncu co tworzy forme osobowa? Ale ta forma to takze czesc istnienia wszystkiego
.

Nie prosiłam o odpowiedz, czy Bóg wyraża się przez człowieka (ptaka, małpkę, kota, "kosmitę"), prosiłam o odpowiedz czy Bóg ojciec we własnym ciele istnieje, niezależnie od człowieka. Prosta odpowiedz, istnieje, czy Go nie ma.

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 10:53 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
Cytuj:
Cytuj:
Ok, wiec jak zyje sie bez formy cielesnej?
Opowiedz o tym jak tworzysz zycie nieistniejac jako czlowiek?
Bo fruwanie w przestworzach jako duszyczka moze sluzyc zyciu ale nie jest zyciem- tworzeniem. Doswiadczaniem siebie jako zycia. A to jest jedna z cech Boga Kreatora.


I wszystko pięknie ndra, pod warunkiem że, Twój piękny błyszczący kamyczek będzie sobie i już. Ale ludzkość ewoluuje, każdy kamyczek nie jest taki i koniec, idą za nim wnioski. Ja pokazuje o krok dalej, co będzie jak ten kamyczek stanie się fundamentem przyszłości. Ty możesz tego nie widzieć, bo fajny kamyczek i tyle.. Czy choćby tylko Twojej przyszłości.

Staniesz się przeciwnikiem Jezusa czyli Anty-Chrystem.
Zaprzeczysz istnieniu Boga Ojca, staniesz się Szatanem.
Zaprzeczysz wreszcie sobie samej.
Chciała byś żeby inni poszli tą drogą?
Co da Ci ciało w godzinie jego śmierci?
Gdzie Twój Bóg zapytam?
No i pięknie jeśli Boga Ojca nie ma jako osoba w swoim domu, Ale co jeśli się mylisz?
Bo jeśli nie?
To Ci którzy wskrzeszali zmarłych się mylili i w błąd wprowadzali.
Czy ma mi na Tobie nie zależeć?
Czy mam cię poklepywać po plecach widząc dokąd zmierzasz?
Ty i wielu innych ze słowami na ustach "Kocham Cię" a w duchu dodawać "HEEEEE ..."

I super niech się stanie, bo jest prawdziwy. Ale nie zaprzecza istnieniu dalszej prawdy.
A jeśli ma zaprzeczać, bo ludzkim zwyczajem prawda jest jednowymiarowa i płaska, i jeśli taka to już nie inna, stanie się nośnikiem kłamstwa jedynie.
...
.
Cytuj:
Cytuj:
Alez powiedzialas: ,,to jestem Ja, nie jakas nieozywiona energia" img/smilies/smile- a wiec Ty to jestes nie jakas nieozywiona.
Dalej: czym jest duch ozywiajacy i kogo/ co? Kolejna etykietka utosamiajaca Cie z czyms, kims.
Osoba sparalizowana:), a co, przez doswiadczenie zycia uwazasz kopanie dolow? W jaki sposob stwierdzasz ze zyjesz? Slucham?
Bog Ojciec jest Twoja idea seja, ktorej ja nie mam zamiaru ani rozpatrywac, ani jej przeczyc ani tez potwierdzac, od Ciebie zalezy jak postrzegasz Boga i co z Nim robisz. Ja widze Go we wszystkim i wszystko istniejace jest Nim. Wolisz byc dzieckiem Ojca niz dorosnac do roli Tworzenia, to Twoja wola.
A teraz rodzynek: stwierdzasz ze czlowiek to dusza zyjaca.img/smilies/smile a jak nie jest czlowiekiem to co? Nie zyje?

Dokładnie nie żyje, jeśli nie jest duszą żyjącą.
Jedynie symuluje życie.
Jak "Ja Robot" na przykład.
Nie wszystko co myśli że żyje ma duszę, a Ziemia i "życie na niej" to taki samograj.
To co się zrodziło z ciała, ciałem jest, to co z Ducha, Duchem jest.
Wiem że to okrutna prawda.
Ale Bóg nalepił pustych skorup na dzień sądu, by było co potłuc. I nie mam ochoty się produkować po raz setny dla czego, narzędzia w szkole są tylko narzędziami choćby się nie wiem za co miały.

Co do pojmowania Boga, zgoda. Ale przede mną uciekniesz z niewygodną odpowiedzią (którą znam). Ale nie przed sobą img/smilies/hmm.

Skoro Ojciec mnie ogranicza, bo nie chcę dorosnąć by się Go Wyprzeć.
To Ty spróbuj cokolwiek zrobić, Bez Ojca, czemu nie potrafisz?
Bo ja potrafię.
Może ja, okres buntu i wypierania się Wartości Ojca mam za sobą?
Czemu zakładasz że nie dorosłam do owego buntu?

Nawet nie wyobrażasz sobie jak ostro gram, o najwyższe stawki.
Czy odważyła byś się na stwierdzenie iż Takiego Boga to ja mogę jedynie z buta w , aż się nogami nakryje (chodziło o boga katolików)
Albo Ojcu że Go nienawidzę, że mam Go gdzieś.
Naprawdę delikatnie mówiąc.
Mieszkałaś w piekle? Bo ja tak. I to nie w przenośni, całą wieczność.

Czy gotowa jesteś pójść na swój kamień, mając gdzieś nawet siebie?
Nic o mnie nie wiesz dziecko.
Dziś noszę koronę w domu Ojca i to też nie jest jakaś metafora, czy podobieństwo.
A szkoda gadać, bo ten ani żaden świat mnie tu i teraz nie ogranicza.
Mimo iż, przechadzam się po nim w stroju żebraczym.
Biorę udział w dziełach od założenia świata, na ziemi i poza ziemią o których nie masz pojęcia.

He ślepy prowadził kulawego, a w domu wariatów nie znajdziesz ani jednego zdrowego.

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 11:13 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
Cytuj:
Cytuj:
O prosze:). Wam ludziom...a kim Ty jestes SeJa?
Strasznie odlecialas od siebie, od tego co stanowi Twoja tresc...taniec motyla jest piekny ale tylko sam w sobie, o ile nie wyrasta z ziemi by na nia powrocic.
Tyle razy pytalam: kim jestes, otrzymujac w odpowiedzi kolejne ulotne machniecia skrzydlami. Nie widze w tym tresci, byc moze jestem slepa , ale rowniez byc moze dlatego ze ten taniec jest miotaniem sie formy poszukujacej tresci siebie. Byc moze takze sie myle:)

Nie pochodzę z ziemi, choć mam prawie ludzkie ciało.
Prawie bo jednak jestem jedyna??? w swoim gatunku.
Różnie się nawet genetycznie ale to nie ważne bo formalnie jestem człowiekiem zrodzoną tu w tym życiu.

Jednak moja pamięć i doświadczenia tu i teraz, wykracza poza to życie, poza ziemię nawet.
Nie da się mnie jednoznacznie zaszufladkować, a już na pewno nie ludzkim pojmowaniem. I nie jest to wynik zagubienia czy pogubienia, a wręcz przeciwnie.
Fakt, odróżniam Siebie od chomosapiens, również z więcej niż jednego powodu.
Jestem różna, więc jeśli ja o sobie uważała bym że jestem Chomosapiens, czy Człowiekiem, to rodzi się pytanie?

Kim Wy jesteście?
A jeśli Wy jesteście ludźmi co jest oczywiste, to rodzi się pytanie, Kim ja jestem?
Możesz tego nie rozumieć, ale tak jest, jesteśmy różni.
I nie mam tu na myśli postawy wartościującej, a jedynie fakt odmienności, nawet genetycznej, odmienności w pojmowaniu, w zakresie pamięci, w sposobie nauki, metodzie przechowywania wiedzy i jej wyciągania, na przykład ja nie korzystam w tym celu z mózgu, ...
Na wiele sposobów Ci to już tłumaczyłam, jak choćby jedyne co mnie określa i jest częścią wspólna mnie zawsze to "Ja jestem", ale to też jeden z dobrych sposobów. :)

Co prawda jestem starsza niż ta ziemia, więc jak mam siebie pojmować jako chomosapiens i już, którym szlak trafi nawet nie jestem.
A znam Chomosapiens od strony oprogramowania bo brałam udział w jego tworzeniu.

Ciekawostka:

Krew nie koszerna? Bo zawiera hormony. Nie wspomniawszy o aspekcie moralnym itd.
Wieprzowina nie koszerna? A iloma procentami genów się różni od chomosapiens?
To nie religia, a wiedza.

.
Cytuj:
Cytuj:
No to gratuluje. Dla mnie wniosek z powyzszego plynie jeden- nie wiesz kim jestes. Rozwoj swiadomosci wiedzie w jedna strone i zawiera swiadomosc czlowieka. Dopoki zatem nie odnajdziesz jej w sobie Twoj taniec jest miotaniem sie pomiedzy: kim bylam a kim nie bede. Choc to jedno i to samo. Byc moze takze i w tym sie myle, ale poki co kazdy Twoj solowy popis potwierdza te opinie. Mam ochote zapytac jeszcze: dlaczego uwazasz ze nie jestes czlowiekiem? Co Cie az tak odroznia? Forma?


Świadomość człowieka, i tylko z tego punktu widzenia przez pryzmat ciała możesz postrzegać? Dla mnie nie pojęte . Choć dobrze znane, tylko że, nie da się tego odnieść do mnie.

Więc co mnie odróżnia? Forma? Albo inaczej, a w czym się nie różnimy?
Ja wiem kim jestem, choć to niepojęte dla Waszej płaskości
To żarcik, wybacz. Wszystko musi mieć jakieś ramy, szufladkę dopasowaną jak ulał. Nic nie ma poza prostym CV, a ja nie jestem jak kij, nie mam początku ani końca, mam wiele imion które mnie nie odzwierciedlają, nie jestem płaska, taka, czy inna. Ale skoro nie jestem płaska, prosta, liniowa, chomosapiens, to pewnie pod sufitem mi się coś przemeblowało

A jeśli jestem Chomosapiens, bo tacy właśnie są jak pisze o sobie?
To jestem Chomosapiens.
Nawet jeśli w nieco innej formie (opakowaniu). Ale przecież widzę ze nie są jak ja.
Więc kim jestem?
Pytam by sobie przemeblować pod sufitem i być "normalna? jak inni" ????
Z tego punktu widzenia jak widzisz, nie ma odpowiedzi.
Bo wyszła by z błędnego założenia że się nie różnimy.

Obejrzyj sobie film "Jestem Bogiem" O Senatorze Morro.
I teraz kiedy jeszcze korzystałam z mózgu wyobraź sobie że ktoś z tą szybkością analizuje, co więcej niezależnie dowolną ilością torów myślowych, przy użyciu dowolnej ilości w tym celu powołanych bytów.
Ale to robiłam mając 5 lat.
Więc wcale się nie różnimy, prawda?
Później wywaliłam wszystkie drogi myślowe (wzory) i zostawiłam jedynie wyniki, ponieważ doszłam do wniosku iż przedstawienie ich komukolwiek mija się z celem i zajęło by lata bez efektu.
Co zostało, same wyniki.
Po co mi one? Skoro nie mogę wykazać ich poprawności, bo wywalone.
Więc wyciągałam z podświadomości (powszechnej by rozmawiać a nie rzucać faktami). Tak się tego nauczyłam.
Więc po co mi same wyniki?
Skoro podpięłam się do źródła.
Całkowicie oczyściłam umysł, jest wolny i czysty.
Ma pełną przepustowość, nie męczy się.
A ja mam o wiele więcej niż kiedykolwiek.
To też nas wcale ani troszkę nie rożni.
Taka anegdotka co do rozwoju w tym cudownym ciele jakie mi się przyfarciło

.
Cytuj:
No ale do rzeczy (do celu). Ja się tam nie mam o co obrażać, lucek to mój stary znajomy. Choć od niego nic nie wiem. Co mu zresztą powiedziałam swego czasu. Tyle ze tu faktycznie nie bardzo jest co składać w całość, zakładam że jest już odpowiednia wiedza, fundament. Jeśli nawet błędny, to wystarczy wyklepać tu, i wyburzyć tam, i powinno zadziałać (zacząć się samo tegotać he).
A jak zadziała to ino roz
A potem? Rubta co chceta, bo nie ma na Was bata skoro wiecie jak i co... Czy o to mi chodzi? Nie, w zasadzie nie ale dla dobrego wszystko na dobre, nieprawdaż? I tu przychylam się do opinii andr (Bo mi wolno się z nią kłócić nawet, bo ją lubię NO Proszę o konkrety, na których nawet nie ukrywam straaaaasznie mi by zależało. Wreszcie była bym najnormalniej w świecie normalną cóż że Wariatką ale zawsze

.
Cytuj:
Tak notabene, ja jestem dość ekscentryczną postacią literacką . I dla Ciebie mogła bym się stać nawet i tytułowym spacerowiczem, w końcu raz że, to uprościło by kilka spraw (ułatwiło zrozumienie) tym bardziej że, nie odrzucam zbuntowanych, bardzo nie odrzucam, bardziej niż "moherów" o wiele bardziej. tylko cicho sza, bo ich też przecież nie odrzucam. No ale to uraziło by ich i wielu innych uczucia religijne, co musisz przyznać o wiele więcej by utrudniło. A co do mnie, co by nie powiedział? ... I skoro prawda w oczy kole, ale tylko kłamcę. Jednak może lepiej przez wzgląd na wielu, trzymać się "jasnej strony mocy". He, jak wiesz samo to rozgraniczenie jest dość absurdalne. Co nie oznacza, z kolei że też trzeba to zaznaczać iż tytułowy spacerowicz(szatan na spacerze) nie ma tej fuchy i nie istnieje.

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 11:28 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
Cytuj:

Zawsze to mówię, nie szufladkować img/smilies/wink Albo nie ma reguł , bo jeśli takie to już nie inne. Jak na przykład rozmowy o duchach img/smilies/wink uuuu. I co do dobre/złe też myślę że, generalizowanie iż taki podział jest zły hehe, to było by bardzo nietrafne. Bo w sumie jak już napisałam na przykładzie kota, wszystko się do takich podziałów sprowadza.
Nawet jeśli, coś dla kogoś jest dobre, nie jest takie dla kogoś innego. Więc nie generalizować ani w tę, ani we wtę. Bo znów ulegniemy ludzkiej przypadłości miotania się od skrajności w skrajność. A prawda zwykle bywa po środku, na co właśnie droga środka i równowagi wskazuje.
Od tak mi się zarefleksiło img/smilies/smile He i znowu czemu się tak miotamy?
Czy aby nie po to by siebie się wyprzeć, jak żaby błota. Ale kto nie wie wszystkiego o gwoździu, ten nie wie niczego o niczym, i tak się miota.
W sumie miota się, oszukując sam siebie. Przez co nie może wyciągać nauki z niczego bo wie w głębi siebie iż wyrosła na Jego jak by to nie nazwać kłamstwie, skoro nie prawdzie i zgodzie wewnętrznej.
Skoro nie nim, a kimś kim nie jest, czego właśnie się zapiera w sobie, widząc iż to właśnie w nim ma miejsce, bo i czego by się zapierał? I tak się miota, uczy niczego nie ucząc, i kręci się w kółko, dyskutuje na setki tematów ale nie łączy tego w całość, bo nie jest całością.
Dzieli włos na czworo, zbliża się do prawdy o gwoździu w tym kiju prawdy, a później po chwili zauważa iż tak się zbliżył do prawdy że stracił ogląd całości. Więc się oddala, dystansuje widzi w prawdzie cały kij, ale już gwoździa nie widzi.
I nie ogarnie wszystkiego na raz w ogóle i szczególe dopóki nie stanie się ową prawdą, kijem, gwoździem w nim. Wtedy by zrozumiał iż prawda to nie kij co ma dwa końce, ale wielki przestrzenny fraktal, w którym informacja o całości wynika z każdej jego cząstki najmniejszej. Poznał by tym samym i siebie.
I stało by się tak, iż pokazano By mu plamę na kartce pytając co widzi? Odpowiedział by Poplamioną kartkę. Przestał by biec na jałowym biegu, poprzez tysiące skojarzeń, stał by się ciszą.

.
Cytuj:
W której wszystko jest dobre, bo co jest złe dla dobrego?
Tam gdzie nie trzeba udowadniać sobie że się nie jest stanem obecnym, tym złym...
Pragniesz pokoju? gotuj się do wojny!, chcesz być dobry? Uświadom sobie że nie jesteś.
Ktokolwiek, niech wymieni rzeczy, przymioty których by chciał, pragnie. Z całą pewnością ich nie ma.
Ktokolwiek, niech wymieni przymioty, cechy które są dla niego szczególnie złe, które go bolą. Z całą pewnością dobrze je poznał

.
Cytuj:
Ależ, można, i należy próbować, zaznawać. Alę Będąc wolnym, i uczciwym przede wszystkim wobec siebie. By na tej uczciwości a nie zaprzeczaniu móc SIĘ uczyć, a nie uczyć kogoś kim nie jesteśmy bo się tego wypieramy. Wtedy człowiek nawet zaczyna prawdziwie żyć, dopiero czerpać nie tylko przyjemność, ale ogromną radość i satysfakcje z doświadczania, tym większą im bardziej widzi iż już się nie miota, nie kręci za własnym ogonem w kółko, ale sam siebie odkrywa jako nową istotę każdego dnia. Tak nową i inną, tak piękną iż dech w piersi zapiera. A to zaledwie początek. Mija 6 miesięcy, jest kim innym, narodzonym na nowo, wreszcie się uczy, rośnie jak drzewo, rozwija, ewoluuje tak iż sam by się tego nie spodziewał, nie uwierzył iż tak mało potrzeba, ten jeden krok, i kolejny. Dopiero wtedy TY żyjesz, i doświadczasz, TY o sobie decydujesz, a nie okoliczności, wrogowie, przeciwności. TY tworzysz karmę która dopiero WÓWCZAS smakuje naprawdę. Dopiero kiedy siebie odnajdzie, widzi świat wokół siebie i jego piękno, dopiero wtedy, wcześniej żyje jak w śnie wariata i nawet o tym nie wie. ŚNI, i odtwarza wzorce jak magnetowid wciąż w kółko. Bez możliwości życia i nauki będąc sobą, niby tu, ale gdzie? Niby JA, ale kto? Sprzeczność wewnętrzna już w założeniu, i wszystko jest sprzeczne wewnętrznie, połowiczne. Miota się. Co to za doświadczanie, co to za włosy rozwiane? http://www.cosgan.de/images/midi/liebe/h025


Co to za kreowanie świata, życie? Symulacja?

Szukamy szczęścia, prawdy, wiedzy gdzieś po świecie, daleko. Wszystko co nam przeszkadza nie jest nami, więc kim jesteśmy skoro nie sobą? A skoro to nie Wy doświadczacie, nie Wy się uczycie, to się nie uczycie. Szukamy daleko tego co jest blisko, bo w nas i nami owa prawda. Wystarczy sobie się przyjrzeć, a to boli, jak nic, boli jak śmierć starego człowieka, a narodziny nowego. Czy tego się tak boicie człowieki myślące ? img/smilies/wink Prawdy która Was wyzwoli. Przecież już to słyszeliście...

Prawdy której jeśli raz się napijecie, wytryśnie w Was źródłem i już łaknąc nigdy nie będziecie. Staniecie się źródłem.
I Będziecie sami siebie tworzyć, nie będąc już duszą żyjącą, ale Duchem Ożywiającym.
Z owej prawdy dopiero drzewo poznania wyrasta u Tronu Ojca w Niebie.
W Waszym królestwie Dziedzice.

Ale Biblie przecież zmyślił jakiś naćpany gostek, i w ogóle prawdy w niej nie ma bo pofałszowana ... Ehh Ale ten naćpany gostek To My, My o niej świadczymy, a Ona o Nas. Bo jednym jesteśmy.
Jeśli owej prawdy tego źródła nie ma, to i nie ma drzewa poznania które z niego wyrasta, a jeśli nie ma owego drzewa, co da Wam spożywanie fałszywego owocu i doświadczanie? Doświadczanie wyrosłe z fałszu, nie jest owocem poznania, a jedynie ułudą i prawdą o braku prawdy w Was.

.
Cytuj:
Jeśli wyciągniemy własne ciemności, skrywane przed sobą nawet, SOBIE wyciągniemy na światło i stanie się to co ciemne w nas dopiero wówczas jasnością. Nie trzeba walki, walka powoduje opór i sprzeczność wewnętrzną. Światło samo rozproszy ciemność w Was, bez trudu, jak słońce lud topi. Tak iż nie będzie w Was już ciemności której sami przed sobą się zapieracie, siebie się zapierając. Nie będzie połowiczności, i nie będziecie już wracać wciąż do punktu wyjścia z pustymi rękoma miotając się od skrajności w skrajność skoro każda okazała się zła, bo ciemność jest w Was.

Wszystkiemu da się zaprzeczyć, i przed wszystkim uciec daleko. Ale czy przed sobą da się uciec? Albo sobie zaprzeczyć?

Pamiętacie?
Opisywałam owo źródło jako źródło ducha świętego część trójcy, prawdę o Was.
Bo czym że jest Duch jak nie źródłem prawdy?
I jak inaczej spojrzeć na siebie by sobie się przyjrzeć, jak nie dystansując się od siebie jak by to kto inny patrzył?
Oczyma ducha spojrzeć w głąb siebie.
Tam właśnie gdzie boli, gdzie zakopane głęboko by nigdy nie zaglądać, to niezbędne.

.
Cytuj:
Nikt nie sprawi iż ktoś stanie się kim nie jest, a pozostanie sobą.
Więc zły będzie miał powody do zła, a dobry znajdzie dobro.
Skoro dziecko Boga nie może się mylić to wszystko mu udowodni że jest takie jakie założył.
Co by to nie było

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia młodego Albert .A - uczen - a filozof
 Post Napisane: 12 września 2013, o 11:45 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13148
Cytuj:
Cytuj:
esnai

... Strach pomyśleć jak ludzkość przyjmie odrodzonego,zapowiadanego i prawdziwego Mesjasza.Zwłaszcza jak Go przyjmą "władze duchowne" różnych religii ...

A Czy On będzie pytał?
Nawet ten który się objawi przed Nim, pytał nie będzie. Bo se tak porefleksze i
. Ktoś kto liczy na przyjęcie przez grupę, nie jest jej właścicielem w duchu.
Przychodzi i "pyta" sam siebie "kim jestem?" czy mnie zaakceptujecie, przyjmiecie, pochylicie głowy???.

Właściciel, przychodzi inaczej.
A jak? No nie jak samiec alfa, który buduje swoją pozycje na strachu bynajmniej.
Więc jak? Mówiąc "Nie przyłączę się do nikogo. Ale każdy może się przyłączyć do prawdy. ..." hee tak czy inaczej "Bo jak nie, to he hę (nie dodając, o jo joj)" Bo owe ojojoj jest w umysłach przeciwnych.

Dla tego nikt nie osądzi ani nie oceni przybysza. A grupa pożera wszystko, zawsze bo to zwierzęta.
O zbawicielu, to i owszem, jest o czym mówić.
Bo różnie bywa przyjęty.
Ale o Jezusie, to nie ma o czym mówić bo to będzie GAME OWER dla znanego świata na pierwsze 1000lat.

Przed "pierwszym" całe piekło, za nim całe niebo i jego potęga. Na jedno skinienie. Przed "ostatnim" całe niebo i jego potęga, za nim całe piekło. Na jedno skinienie. ""=Przewrotność określeń wynikająca z rozbieżności pomiędzy chronologią a rangą.

.
Cytuj:
Cytuj:
Andra napisał(a):

sesis, przeciez jestesmy w Bogu caly czas, nie dostrzegajac tego ani Boga w nas. Co przeslania nam Go, jak sadzisz? Czy przypadkiem nie wyobrazenia ze musimy w pocie czola, pokornie- my niegodni, czolgac sie do Jego stop? Czy Bog bedac - wymaga tego od nas, czy raczej to my od siebie? Nie Bog uzaleznia swa obecnosc od tego jacy jestesmy, a my sami siebie warunkujemy koniecznoscia osiagniecia tego co juz jest, tylko my nie widzimy.
Co Go przesłania? Moimi słowami, choć wiele można powiedzieć. Ale sprowadza się to moim zdaniem do faktu iż znów najciemniej pod latarnią. Trudno rybie wyjaśnić co to deszcze skoro ona żyje w wodzie to jej nie zauważa. Tak my żyjemy w Bogu, wszystko jest w nim i jego częścią. Ale wyjść trzeba zawsze od rozpoznania siebie. Bo jeśli nie znamy siebie, to też nie rozumiemy, nie potrafimy więc usprawiedliwić siebie i zaakceptować w pełni. Nie kochamy siebie. A to wszystko odnosi się do innych ludzi, skoro nawet siebie nie rozumiemy, jak zrozumiemy i pokochamy innego człowieka. W ten sposób jeśli nasza relacja z sobą jest zaburzona, zaburza postrzeganie świata i relacje z nim. Wtedy jest dla nas widoczne to co złe, w nas i w świecie, i gdzie tu Bóg? powstaje pytanie. A to już szukanie daleko tego co jest blisko. Wołanie iż Bóg jest zły, bo ja jestem zła. i takie tam img/smilies/tongue Opisano to zjawisko w artykule jaki przytoczyłaś Hasesis img/smilies/smile

A skoro realizujemy się jako istoty doskonałe poprzez samoograniczenie, to tak ma być. Ale dla tych jedynie którzy to rozumieją, innych boli i cierpią.

Ps. Nic nie jest w stanie oderwać nas od Miłości Boga. To w sumie cytat. Więc gdzie ta miłość znów ktoś niewidomy spyta?

Ciekawostka: Eksperyment z kropelkami wody. (pokazany w dzienniku telewizyjnym) Wzięto szkiełka laboratoryjne i położone je na karteczkach ze słowami "współczucie", "miłość", "dobro", ... I analogicznie "zło", "nienawiść", "..." Włożono kropelki z karteczkami do zamrażarki. Woda zamarzła, i na każdym słowie inaczej, niektóre przypominały bryłki, inne brzydkie, lub ładniejsze. Ale na słowie "miłość" powstała piękna regularna śnieżynka. Tak każdy płatek śniegu jest dowodem Miłości w jakiej świat jest zatopiony. He, notabene to tez jest dowód na wartość energetyczną słowa, i jego moc. Ba samej intencji i dla tego działają młynki modlitewne hehe. Tylko że to trochę tak jak z fajnym postem. Ktoś napisał, a ktoś inny się przyłączył img/smilies/wink I nawet jeśli ten kto się przyłączył ma z tego jakąś korzyść, to jedynie na zasadzę prowizji, bo główną korzyść ma ten kto sporządził w danej intencji o określonym ładunku energetycznym. Bo przecież jeśli wykonuje pracę by się podpiąć, to nie ja napisałam posta. Nie ja odmówiłam modlitwę kręcąc młynkiem, choć się przyłączyłam. Ale jeśli, jesteśmy jednym, a modlitwa jest w tym duchu napisana i nie mamy ani nikt nie ma na myśli własnego ego, to działa pięknie.

Niestety czasem tak nie jest, a wielu przywódców religijnych uważa że zbuduje swój energetyczny i duchowy kapitał na pracy innych, skoro intencja należy do Niego. Ale Bóg jest szybki w rachowaniu, i nie da się oszukać. To wszystko nic nie znaczy, a świadczy jedynie o nas, jaką mamy intencje, jacy jesteśmy, jak postrzegamy, jaka jest nasza relacja ... i z tego nas życie rozliczy i niczego innego. A to wykracza ponad podziały.

I tu zataczamy koło i wracamy do grzechów proboszcza. Choć wiem że nie o to chodzi w tym temacie. (wiem o co). Wielu woła Ojcze, Ojcze. Ale Bóg powie im "Idźcie precz nie znam Was". Oni odpowiedzą "Czy nie pracowaliśmy dla Ciebie? ..." A On odpowie "Nie służyliście ani mi, ani ludziom. Ale sobie, za co wzięliście nagrodę za życia która Wam się słusznie należała jeśli uczyniliście przy okazji coś dobrego" Bo czy religia nie służy sobie samej? To zapowiedział Jezus, jeszcze przed odejściem i dobrze o tym wiedział. A coś się zmieniło? Czy mówią "Błogosławiony który przychodzi w imię Pańskie" Nie, za to w najlepszym razie zachowują wstrzemięźliwość. Jakiej prawdzie służą skoro nie potrafią jej rozpoznać ponad wszelką wątpliwość, a dają wiarę zwodniczej nauce szatana. Przemierzają ziemię by odnaleźć kogo by nawrócić i zamykają przed nim drzwi do domu Ojca. Tak prowadził ślepy ślepego.

Ah trzeba kończyć akcentem pozytywnym więc powiem prawdę.
W prawdzie nie mam wglądu w księgę życia (na szczęście) ale kto jest tam zapisany, wykreślony nie będzie, i nic nie jest w stanie zmusić Boga by to uczynił, ani jeden nie będzie wykreślony.
Ale potępionych wielu.
Hehe specjalnie użyłam tego słowa, bo czy Wy nie potępiacie głupoty u swoich dzieci?
Czy ja pochwalacie?
Nie rozumiem jak można było pomylić potępienie z Przekleństwem, i wszystkim złym, skoro jest dobre.
Jeśli choć jedno z dzieci Boga miał by być wykreślony i oderwany, wszyscy będą...
A bogiem będzie wróg. Bo raz, jesteśmy jednym, a dwa nie pozwolimy. Ale trzy, nie musimy, bo Bóg jest ponad wszystko.
Podniesiona głowa, jest na chwałę Ojca, nie pełzanie bo to świadczy o Ojcu.
A jeśli Ojciec przeklnie jedno ze swych dzieci, przeklnie siebie.
I był by przeklęty.
Co jest oczywiste że tak się nie stanie.

.
Cytuj:
Właściwie nigdy moje posty nie są skierowane do kogoś personalnie. Raczej inne wypowiedzi są bodźcem do przemyśleń. Fajnie było by gdyby moje, były (mogły być) również dobrym bodźcem dla kogokolwiek .
Bo ja bodziałka jestem hi.

Otwieram usta, czy przykładam palce do klawki.
I zaczynam pisać/mówić i najbardziej jako pierwsza ja jestem zaskoczona tym co powiedziałam czy napisałam.
Śmiało więc można powiedzieć, że to nie moje słowa, choć przecież moje bo jednym jesteśmy.
Czytam później zaskoczona po 100 razy i nadziwić się nie mogę.


Nie mam wielkiego wpływu na efekt końcowy.
A jeśli chcę mieć, wychodzą bzdety.
Jestem trudna, czasem nazbyt sugestywna, ostra jak miecz, zimna albo gorąca, ale nie mogę być letnia bo Bóg wypluje mnie ze swoich ust.
To ja jestem bodziałka, mnie nic nie bodzia, ani nie spala, poza gorliwością o Dom Ojca jakkolwiek dziwnie to zabrzmi.

Ps. W jednym z tematów podałaś linka do artykułu o rozbitym naczyniu i człowieku jako odcisk odkształcający białe światło ... Jedyny logiczny wniosek to świat jest zły bo ja jestem zła, i tu się zgadzam, czemu więc Ty się nie zgadzasz?
Bo to prawda? heee, no mam nadzieję że się nie obrazis

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
 Post Napisane: 12 września 2013, o 11:45 
 


Góra 
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Strona główna forum » IZRAEL JEHUDIM » MĄDROŚCI MĘDRCÓW » Droga do MĄDROŚCI


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Tłumaczenie phpBB3.PL