Zarejestruj    Zaloguj    Dział    FAQ

Strona główna forum » OFF TOPIC » ROZMOWY trzeciego MILENIUM




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Czy Polska na masową skalę handluje organami pobieranymi
 Post Napisane: 3 listopada 2013, o 13:02 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
Ilu ludzi w Polsce uśmiercono na stołach operacyjnych?
Czy Polska na masową skalę handluje organami pobieranymi od żywych ludzi?!


Czy organy do przeszczepów pobierane są od żywych dawców?

Cyt. “Czy praca serca może nagle ustać, a potem pojawić się jak gdyby nigdy nic? Najprościej byłoby uznać, że to lekarz zaniedbał swoich obowiązków. Jednak podobne przypadki zdarzają się na całym świecie i to od dawien dawna. Swego czasu w Europie i Ameryce obawy o pochowanie żywcem były w społeczeństwie tak silne, że wynaleziono szereg technik, by upewnić się, że zmarły rzeczywiście odszedł na zawsze..

ŻYWCEM DO GROBU..

„Być pogrzebanym za życia jest najostateczniejszą okropnością, jaka może przydarzyć się człowiekowi – pisał 150 lat temu autor znakomitych opowieści grozy, Edgar Allan Poe. – Wiemy, iż istnieją choroby, w których pojawia się zupełny zastój wszelkich czynności życiowych… Po pewnym czasie jednak jakiś tajemniczy czynnik znów wprawia w ruch magiczne sprężyny i zaklęte koła organizmu. Nie roztrzaskała się bezpowrotnie złota czara. Lecz co podówczas działo się z duszą?”.

No właśnie, czy dusza odchodzi tylko na chwilę, by zaraz powrócić? A jeśli tak, co czuje człowiek, który po powrocie do przytomności stwierdza, że znajduje się w dębowej skrzyni z kilkumetrową warstwą ziemi nad sobą? Pytanie z gatunku jak najściślej retorycznych.

Obawa przed pochowaniem żywcem nabrała charakteru obsesji na przełomie XVII i XVIII wieku. Żądano wówczas, aby ciało chowano nie wcześniej niż 48 godzin od stwierdzenia zgonu! Tego rodzaju wskazania były efektem psychozy – nagminnie opowiadano sobie mrożące krew w żyłach historie o ludziach, którzy budzili się w skrzyni zakopanej w ziemi i umierali z braku powietrza, o ile wcześniej nie zabił ich potworny stres.

Jak podaje Philippe Aries, francuski historyk idei, jedna z pierwszych takich opowieści pojawiła się w XVII wieku. Dotyczyła studenta pochowanego na cmentarzu Saint–Sulpice. Figura jego umieszczona na płycie grobowej była bez ramienia; nikt nie pamiętał, czy ktoś je ukradł, czy też może rzeźbę naruszył nieubłagany czas. Dość, że zaczęto sobie opowiadać, że młody człowiek odzyskał świadomość już w grobie. I co potem? Zamknięty w koszmarnym więzieniu, kawałek po kawałeczku pożarł własne ramię! Taki widok ukazał się oczom ludzi, którzy na prośbę guwernera młodzieńca dokonali ekshumacji zwłok. Kiedy ciało powtórnie spoczęło w grobie, w niejasnych okolicznościach zniknęło ramię nagrobnej rzeźby. Było to symboliczne odzwierciedlenie dramatu, jaki rozegrał się wcześniej pod ziemią.

W 1742 roku, profesor paryskiego College Saint – Come J. B. Winlow napisał dzieło o znaczącym tytule Traktat o niepewności oznak śmierci. Praca ta nie zawierała jedynie rozważań teoretycznych – Winslow utrzymywał, że jego samego bez potrzeby pochowano dwukrotnie. Twierdził prowokacyjnie, że „jakkolwiek nowoczesne, chirurgiczne metody stwierdzania zgonu są lepsze niż tradycyjne metody używane przez lud, daleko im jednak do niezawodności. Smrodek rozkładu to jedyna pewna oznaka śmierci.” W efekcie – konkludował – wszystkim ludziom zagraża niebezpieczeństwo przedwczesnego pogrzebania. Aby uniknąć tego scenariusza, zalecał serię prób mających wykazać niezawodnie, że trup jest naprawdę trupem. „Nozdrza zmarłego winny być drażnione nieprzyjemnymi zapachami, na przykład cebuli, czosnku lub chrzanu… Dziąsła należało natrzeć czosnkiem, a skórę stymulować biczem i igłami”. Jelita pobudzano najostrzejszą lewatywą, kończyny ciągnięto z całą gwałtownością, uszy torturowano „ohydnymi wrzaskami i wielkim hałasem”.

Jeśli wszystkie te poczynania nie doprowadziły do „zmartwychwstania”, następowała faza druga. Gorliwi lekarze najpierw nacinali podeszwy nieszczęśnika i wbijali mu igły za paznokcie u nóg. Istniały też inne opcje: przypiekanie stóp, wylewanie na czoło gorącego wosku. I tak dalej.

Praca Winslowa zaginęłaby pewnie w mrokach zapomnienia, gdyby w XIX w. nie odgrzebał jej francuski lekarz Bruhier. Nie tylko dzieło to ponownie wydał, ale dodał jeszcze obszerny rozdział własnego autorstwa, zawierający liczne przypadki „dowodzące”, że przedwczesny pogrzeb to poważny problem społeczny. Przykłady zacytowane przez Bruhiera należy uznać za pouczające. Bez wątpienia miały one charakter archetypów. Wiele ekshumowanych ciał pozbawionych było palców – reformatorzy obyczajów pogrzebowych zakładali, że sami pogrzebani zjedli je w oczekiwaniu na ratunek. Takie okaleczenia, które stanowią stały element opowieści o przedwczesnych pogrzebach, mogły być jednak spowodowane naturalnymi procesami gnilnymi.

Inna popularna historia opowiada o młodym mnichu, który zatrzymał się w gospodzie i został poproszony przez gospodarzy o czuwanie przy ciele ich pięknej córki. Pozostawiony sam na sam ze zwłokami, mnich dał upust żądzom. Tym sposobem nie tylko ożywił dziewczynę, ale jeszcze uczynił ją brzemienną! Kiedy wrócił do gospody dziewięć miesięcy później, niańczyła ona nowo narodzone dziecko… Natychmiast wyznał rodzicom, że to on jest ojcem maleństwa i ofiarował się poślubić dziewczynę. Propozycja młodego mężczyzny została skwapliwie przyjęta.

Tak naprawdę jednak utwory w rodzaju Lubieżnego mnicha to opowieści ludowe, legendy funkcjonujące w wielu kulturach.

Książka Bruhiera została przetłumaczona na kilka języków – w tym, przede wszystkim, na niemiecki. Wieść o niebezpieczeństwie przedwczesnego pogrzebania zabrzmiała dla teutońskiego ucha niczym dzwon wzywający na metafizyczną ucztę. Przez następne półwiecze wspaniała „kraina poetów i filozofów” stała się rajem kostnic – poczekalni. Ułożone w długie rzędy ciała leżały w towarzystwie gotowych rzucić się im na pomoc urzędników; czuwali oni dopóty smrodek rozkładu zniweczył wszelką nadzieję.

Dlaczego świat uległ nagle obsesji na punkcie pogrzebania żywcem? Można zaproponować takie oto wyjaśnienie tego fenomenu: strach przed śmiercią w trumnie był następstwem postępującej dechrystianizacji. Ludzie zaczęli kwestionować chrześcijańskie dogmaty, a świecki racjonalizm stworzył emocjonalną próżnię. Prowadziło to do zwiększonego lęku przed śmiercią. Fizyczne tortury, które cierpiał pogrzebany żywcem, a o których wyobrażenie dają obgryzione ręce, posiniaczone głowy, pokryte strupami ciała – mogą być interpretowane jako „świeckie piekło”.

W rezultacie w większości krajów Europy przyjęto 12 do 24-godzinny okres oczekiwania przed pogrzebaniem każdego zmarłego. Lęki te sprawiły, że ze szczególną ostrożnością zaczęto traktować osoby zmarłe na apopleksję, topielców, a także histeryków.

W roku 1791 w Weimarze powstał pierwszy pokój dla trupów z ośmioma „stanowiskami”, nadzorowany przez miejskiego urzędnika. Budowniczy tych kostnic, czcigodny Christoph Wilhelm Hufeland, podkreślał, że funkcję tę powinni pełnić silni młodzi ludzie, a nie wychudzeni staruszkowie, którzy zwykle pracowali w kostnicach.

Druga taka kostnica powstała w Berlinie. Posiadała istotne udogodnienie: podczas gdy w Weimarze zmarli mogli liczyć jedynie na czujność opiekuna, w Berlinie zamontowano system sznurków, które przymocowywano do palców u rąk i nóg zmarłego; sznurki te biegły do dużego dzwonu.

Najbardziej atrakcyjne było jednak prosektorium wybudowane w Monachium. Posiadało ono potężną fisharmonię, podczepioną sznurkami do trupich palców. Każdego dnia pracownik kostnicy grał na tej fisharmonii, by zademonstrować jej sprawność. W nocy puchnięcie rozkładających się ciał powodowało fałszywe alarmy, a biednego dyżurnego zrywała na nogi iście upiorna symfonia z pokoju trupów.

Kariera niemieckich kostnic – poczekalni, czyli Leichenhauser, była zaskakująco długa – w latach 90. XIX wieku większość z nich posiadała systemy alarmowe, a w latach 40. XX wieku dwie kostnice w Alzacji chlubiły się nawet systemami elektrycznymi (przełączniki przezornie umieszczano w dłoniach przywożonych zmarłych).

W końcu jednak te dziwaczne instytucje podzieliły los ptaka dodo – ich zniknięcie przyspieszyły ogromne koszty utrzymania, strach przed „śmiercionośnymi wyziewami”, a także zniechęcający fakt, iż nie odnotowano nigdy przypadku „zmartwychwstania”. Tańszym rozwiązaniem wydawały się „trumny bezpieczeństwa”, w których zmarły mógł, obudziwszy się ze śmiertelnej drzemki, pozostać żywym przez czas potrzebny do wezwania pomocy.

Pierwsza taka trumna została skonstruowana dla księcia Ferdynanda z Brunszwiku w roku 1792. Zawierała okno oraz otwór umożliwiający dopływ powietrza; nie była zamykana. Na taką trumnę nie każdy mógł sobie pozwolić, wkrótce powstały jednak tańsze jej wersje.

Pewien niemiecki proboszcz uważał, że wszystkie trumny powinny mieć rurki i sznurek połączony z kościelnym dzwonem. Zmarły musiałby tylko pociągnąć za linkę. Inny duchowny radził, aby trumny wyposażać w rurkę sięgającą na powierzchnię. „Miejscowy proboszcz powinien obchodzić każdego ranka kościelny cmentarz i zatrzymywać się przy świeżych grobach, by przy pomocy zmysłu węchu sprawdzić, czy rurka może już być bezpiecznie usunięta”. W niektórych „trumnach bezpieczeństwa” istniała dodatkowo możliwość podania „zmartwychwstałemu” przez rurkę do wzywania pomocy jedzenia i picia, żeby mógł posilać się już w czasie ekshumacji. Wynalazca tej trumny dwukrotnie wypróbował jej funkcjonalność na samym sobie. Za drugim razem spożył pod ziemią klasyczną niemiecką zupę, kiełbaski i piwo, potem zaś wygłosił mowę do obserwatorów zgromadzonych nad jego grobem.

W dziedzinie projektowania „bezpiecznych trumien” prym wiedli jednak pełni pomysłów Amerykanie. Niektóre jankeskie modele wyposażone zostały nawet w telefony i grzejniki, nie wspominając już o zapasach jedzenia i wina.

Te wspaniałe urządzenia miały wszakoż kilka felerów. Pierwszy problem stanowiły elementy sygnalizacyjne. Rozkładające się ciało puchło, a to powodowało fałszywe alarmy. Poruszenia kończyn wywołane procesami gnilnymi mogły stanowić wyjaśnienie opowieści o ciałach, które po ekshumacji znajdowano w pozycji ilustrującej rzekomą walkę o życie.

Jeszcze większym kłopotem była zależność skuteczności systemu od czujności żywych. Aby zdecydować się na nabycie „trumny bezpieczeństwa”, klient musiał uwierzyć, iż znajdzie się ktoś chętny do sprawowania nadzoru. Jedna niedozwolona przerwa na kiełbaski i piwo mogła spowodować powtórną śmierć pogrzebanego żywcem.

Nic dziwnego, że „bezpieczna trumna” nigdy nie stała się handlowym przebojem. Wielu członków uboższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza w Anglii, zadowalało się pozostawieniem pisemnego żądania, aby ich ciało, zanim zostanie pogrzebane, poddać najpierw solidnemu biciu, kłuciu oraz przypiekaniu. Owe prostackie techniki weryfikowania zgonu obejmowały również wyjęcie serca z klatki piersiowej, przecięcie gardła, przebicie serca długim szpikulcem, amputację wszystkich palców, a także przecięcie tętnic. Aby zredukować ryzyko do zera, pisarka Harriet Martineau pozostawiła swojemu lekarzowi 10 gwinei, by przed pogrzebem odciął jej głowę. Ciekawe, czy wypełnił tę obietnicę…?

Obawa przed tragiczną pomyłką skłoniła medyków do szukania mniej zawodnych metod stwierdzania zgonu. Oprócz wspomnianej wyżej lewatywy sugerowano umieszczenie kilku dorodnych insektów w uchu zmarłego, lub pijawek w pobliżu jego odbytu.

W XIX – wiecznej Ameryce strach przed pogrzebaniem żywcem obudzili cieszący się znaczną popularnością pisarze, a przede wszystkim Edgar Allan Poe. Wracał on do tego tematu z zastanawiającą regularnością. Motyw ów pojawia się w Przedwczesnym pogrzebaniu, który jest jednym ze słabszych utworów mistrza, ale także w takim arcydziele, jak Beczka amontillado, gdzie Montresor zamurowuje w podziemnej krypcie swojego wroga Fortunato.

Czarny kot opowiada z kolei o kotce, która została pogrzebana żywcem wraz z trupem. W Zagładzie domu Uscherów siostra Redericka Uchera wydostaje się z krypty, by szukać zemsty na swoim bracie. Owa dręcząca pisarza obsesja najdziwniejszą postać przybiera w historii zatytułowanej Berenika. Narratora ogarnia obsesja na punkcie zębów jego słabowitej kuzynki. Siedzi akurat w bibliotece, gdy służąca przybiega z wiadomością, iż grób Bereniki został zbezczeszczony, a jej zniekształcone ciało okazało się pełne życia. Służąca nagle wskazuje na Egeusa, którego ubranie poplamione jest krwią; ten przerażony chwyta małe pudełko, które spada na ziemię, ukazując, w jednym z najstraszliwszych zdań w całej literaturze, „kilka instrumentów dentystycznych oraz trzydzieści dwa białe, jakby z kości słoniowej wykonane kostki, które rozsypały się dookoła”.

Opowiadania Poe i innych autorów, publikowane w magazynach takich jak Blackwood, rozprzestrzeniły ponurą plotkę po całych Stanach. Liderzy amerykańskiej reformy pogrzebowej często byli spirytystami, których obawy potęgowała jeszcze wiara, że dusza może opuszczać ciało i wędrować samotnie po świecie.

Czy ludzie rzeczywiście byli grzebani żywcem? Kilka takich incydentów godnych jest rozważenia. Np. podczas epidemii cholery ryzyko tego typu znacznie wzrastało: współcześnie w krajach Trzeciego Świata przedwczesne pogrzeby zdarzają się częściej, ale mylne diagnozy nie są wykluczone także w krajach wysoko rozwiniętych.

Jednym z najsłynniejszych przypadków udokumentowanego pogrzebania żywcem jest sprawa matki generała Roberta E. Lee. Otóż zacną tę kobietę po śmierci złożono w rodzinnej krypcie i gorąco opłakiwano. Wówczas zjawił się pewien krewniak, który nie mógł być obecny na pogrzebie. Chcąc pożegnać się z nieboszczką, uchylił wieko trumny. I wtedy zauważył, że obfita pierś denatki porusza się w regularnych odstępach czasu. Kiedy nieboszczka odzyskała przytomność, złajała rodzinę za „zbyt pośpieszne wyciąganie niewczesnych wniosków”.

O niemałym szczęściu może też mówić radziecki fizyk Lew Landau, noblista z 1962 roku, który trzykrotnie zapadał w śpiączkę i trzykrotnie z nie wychodził. Bogu dzięki letarg wielkiego uczonego nie został uznany za jego zgon. W przeciwnym wypadku – ku swemu przerażeniu – mógłby „wracać do życia” w rodzinnym grobowcu.

W 1992 roku gazety na całym świecie opisały przypadek pewnego 75–letniego Rumuna, który zadławił się kością kurczaka, po czym upadł bez przytomności. Zawezwany lekarz postawił diagnozę: atak serca, i wypisał akt zgonu. Trzy dni po pogrzebie, pracujący na cmentarzu grabarze usłyszeli dziwne odgłosy dochodzące z jednej z trumien. Szybko odkopali dębową skrzynię i uchylili wieka. Jakie było ich zdziwienie, gdy zobaczyli „żywego nieboszczyka”, który w elegancki sposób podziękował wybawcom. Niestety, dalszy ciąg tej historii nie budzi już optymizmu; denat bowiem swym zmartwychwstaniem nikogo nie uszczęśliwił. Żona wyrzuciła go z domu, bank nie chciał respektować jego prawa do własnych oszczędności, lekarz zaś i miejscy urzędnicy ociągali się z unieważnieniem aktu zgonu, który uniemożliwiał Rumunowi normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.

Jeszcze tragiczniejsza historia przydarzyła się Grigorijowi Rodonai, który – zamrożony z chłodni po swej śmierci – nieoczekiwanie ocknął się na stole w prosektorium.

Rodonai ze zdziwieniem patrzył na swój rozcięty fachowo brzuch i otaczających go patologów, którzy zachowywali się, jakby ujrzeli ducha. Po tym zajściu szef zespołu sekcyjnego był zmuszony wziąć urlop dla podreperowania nerwów.

Znawcy zagadnienia uważają, że pandemiczny strach przed pogrzebaniem żywcem wyparował gdzieś u schyłku XIX stulecia. Odeszła epoka romantycznej fantastyki, lubującej się w makabrycznej grozie. Nowoczesna medycyna, praktycznie jest w stanie wykluczyć omyłkę, jeśli chodzi o stwierdzenie zgonu.

Nie jest tak jednak do końca. Poza tym, obsesja o jakiej mowa, trwa nadal. Tak się bowiem składa, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się – produkowane obecnie głównie w USA – nowe „trumny bezpieczeństwa”, zaopatrzone w urządzenia elektroniczne oraz łączność radiową.

Źródło: http://fakty.interia.pl/
http://kefir2010.wordpress.com/2013/11/ ... ych-ludzi/

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
 Post Napisane: 3 listopada 2013, o 13:02 
 


Góra 
  
 
 Tytuł: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 27 lutego 2014, o 14:11 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
"Dwie sale ludzkich kości. Transporty do Brazylii, Europy i USA".
Tak wygląda światowy handel ludzkimi organami i szkieletami [Fragmenty książki
"Czerwony rynek"]

Obrazek
Operacja przeszczepu nerki (Fot. Rafał Michałowski / AG)
Szesnaście lat po wprowadzeniu przez Indie zakazu eksportu ludzkich szczątków nieformalne centrum biznesu robionego na ludzkim ciele nadal znajduje się w tym kraju. W książce "Czerwony rynek" dziennikarz Scott Carney przekonuje: w XXI wieku nielegalny handel szczątkami ludzkimi wciąż kwitnie [FRAGMENTY KSIĄŻKI].

W borykającym się z biedą i przeludnieniem indyjskim państwie ludzkie ciało i te jego części, którymi można handlować, mają cenę. Niezbyt wysoką. W uhonorowanej Clarion Award książce "Czerwony rynek" Scott Carney, dziennikarz Wired, Foreign Policy i National Public Radio, postawił pytanie: jak ucywilizować i uregulować intratny biznes, w którym towarem jest ciało człowieka lub sam człowiek, i to żywy.

Carney opisał m.in. patologie systemów adopcyjnych czy klinik płodności oraz żerowanie przez pośredników w handlu organami do przeszczepów na ludzkiej biedzie i naiwności.
A także proceder wykradania ludzkich szkieletów z cmentarzy, przygotowywania ich w oficjalnie nieistniejących "fabrykach kości" i szarą strefę szmuglu spreparowanych już szkieletów na Zachód. Ten właśnie fragment książki, dotyczący Young Brothers - jednej z firm trudniących się tym biznesem, prezentujemy Czytelnikom.

FRAGMENT KSIĄŻKI "CZERWONY RYNEK":

"Ukryty w bocznej uliczce, między jednym z największych cmentarzy Kalkuty i jednym z jej największych szpitali, budynek firmy Young Brothers przypomina raczej porzucony magazyn niż siedzibę czołowego dystrybutora ludzkich szkieletów. Zardzewiałe drzwi wejściowe wyglądają tak, jakby zamknięto je na kłódkę i pozostawiono na pastwę losu co najmniej dekadę temu. Nad wejściem wisi wyblakły szyld firmy, z którego płatami schodzi stara farba. Nie zawsze tak było. Jak twierdzi były szef departamentu zdrowia Kalkuty i lider opozycyjnej partii Bengalu Zachodniego Javed Ahmed Khan, w 2001 roku miejsce to tętniło życiem. W owym czasie sąsiedzi narzekali, że biura firmy cuchną śmiercią. Na dachu suszyły się wielkie sterty kości.

Khan jest politykiem, który łączy w sobie cechy Eliota Nessa i Ralpha Nadera, nie znosi bierności policji i w razie potrzeby gotów jest bronić sprawiedliwości na własną rękę. Nie cofa się przed brutalnymi metodami, co kilkakrotnie zaprowadziło go do więzienia - jak w 2007 roku, gdy napadł na pewnego lekarza z uczelni medycznej oskarżonego o gwałt na swojej studentce. W 2001 roku, gdy policja odmówiła wszczęcia śledztwa przeciwko Young Brothers, Khan najechał na siedzibę firmy z oddziałem osiłków uzbrojonych w bambusowe pałki. Przypominało to współczesną, indyjską wersję działań samozwańczej straży obywatelskiej z dziewiętnastowiecznej Anglii i Ameryki.

Wysyłali transporty do Tajlandii, Brazylii, Europy...


- Znaleźliśmy dwie sale pełne ludzkich kości - opowiada Khan. Załadowali nimi aż pięć ciężarówek. Udało im się również przechwycić tysiące dokumentów, w tym faktury z adresami firm z całego świata. - Wysyłali transporty do Tajlandii, Brazylii, Europy i Stanów Zjednoczonych. Szesnaście lat po wprowadzeniu zakazu handlu wydawało się, że właściwie nie ma on żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Spotykam się z Khanem w pokoju na zapleczu porzuconego hangaru dla łodzi. Przedstawia mnie młodej kobiecie w kolorowej chuście na głowie, która pracowała w firmie Young Brothers od roku 1999 do 2001. - Realizowaliśmy zamówienia z całego świata, kupowaliśmy kości od Mukti Biswasa. Widziałam ponad pięć tysięcy zwłok - mówi. Prosi o anonimowość w obawie przed odwetem. Co miesiąc firma otrzymywała z zagranicy co najmniej piętnaście tysięcy dolarów, a Biswas był tylko jednym z jej dostawców. Podobne fabryki działały na terenie całego Bengalu Zachodniego. Najazd Khana skłonił policję do aresztowania właściciela Young Brothers, Vinesha Arona. Spędził w więzieniu dwa dni, ale podobnie jak Muktiemu, nie postawiono mu żadnych zarzutów i wyszedł na wolność.

Dziś na dachu nie ma już kości. Chodzę po okolicy przez jakąś godzinę, przepytując sąsiadów, gdy pod budynek podjeżdża biała furgonetka. Wysiada z niej mężczyzna w różowej kraciastej koszuli. Podchodzi szybko do drzwi i puka - to Vinesh Aron. Aron widzi, że robię mu zdjęcia, i puka jeszcze mocniej, ale jego pracownik w środku ma jakieś kłopoty z zamkiem. Gdy próbuję szybko sformułować pytanie, mój tłumacz podsuwa mikrofon Vineshowi i pyta, czy nadal wysyła szkielety na Zachód. - Wygraliśmy sprawę! - odpowiada pospiesznie mężczyzna, wyraźnie zdenerwowany. W końcu jego pracownikowi udaje się pokonać nieposłuszny zamek, a Vinesh wsuwa się do wnętrza budynku i zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Kiedy rozmawiam z nim później przez telefon, Aron oznajmia, że sprzedaje teraz modele i diagramy medyczne, ale nie szkielety. Miesiąc później spotykam się jednak ze sprzedawcą narzędzi chirurgicznych, który twierdzi, że jest szwagrem Arona. Mówi, że Young Brothers to jedyny dystrybutor kości w kraju. Na zapleczu jego sklepiku w Madrasie leży kilkanaście kartonowych pudeł pełnych rzadkich kości. Sięga do jednego z nich, wyciąga czaszkę płodu wielkości pięści i uśmiecha się, jakby trzymał w dłoni drogocenny klejnot. - Mój szwagier to jedyny człowiek w Indiach, który nadal się tym zajmuje. On jeden ma odwagę to robić. Potem proponuje, że za tysiąc rupii (dwadzieścia pięć dolarów) wykopie dla mnie szkielet.

Wbrew prawu - indyjskie szkielety trafiają za granicę


W katalogu na lata 2006-2007 firma Young Brothers informuje swoich klientów, że działa zgodnie z prawem. Prezentuje szeroki asortyment kości po cenach hurtowych, zaznaczając, że prowadzi sprzedaż "wyłącznie na terenie Indii". Mimo to indyjskie szkielety trafiają jakoś za granicę. Osta International z Kanady sprzedaje ludzkie kości na terenie całych Stanów Zjednoczonych i Europy.
Ta czterdziestoletnia firma oferuje natychmiastową realizację zamówień. - Mniej więcej połowę towaru sprzedajemy w Stanach - mówi Christian Ruediger, który zarządza firmą wraz ze swym ojcem Hansem.
Ruediger przyznaje, że kości sprzedawane przez Osta pochodzą z Indii, więc prawdopodobnie zostały nielegalnie wywiezione z tego kraju.
Jeszcze kilka lat temu kupował towar u dystrybutora w Paryżu, ale to źródło wyschło w 2001 roku - mniej więcej w tym samym czasie, gdy Javed Khan najechał na siedzibę Young Brothers.
Od tej pory korzysta z usług pośrednika w Singapurze.
Odmawia, gdy proszę o nazwisko tego człowieka. -
Staramy się zachować dyskrecję - mówi.

Kilka spośród około trzydziestu instytucji, z którymi się kontaktowałem, zbierając materiał do tej książki, przyznało, że kupowało kości w ostatnich latach, lecz żadna z nich nie chciała ujawnić swoich źródeł ani wypowiedzieć się oficjalnie - choć nazwa Osta pojawiła się w tych rozmowach dwukrotnie. -
Kupiłem od Osty kompletny ludzki szkielet i rozciętą czaszkę - zdradza wykładowca z prestiżowej uczelni w Wirginii. - Obie te pomoce były w bardzo dobrym stanie.
Innym klientem Osty jest firma Dentsply Rinn, która oferuje plastikowy model głowy, zawierający prawdziwą czaszkę, używany do szkolenia dentystów. - Bardzo trudno odpowiednio spreparować ludzkie kości - wyjaśnia kierownik handlowy. -
Poza tym kupujemy tylko czaszki odpowiednich rozmiarów i jakości, pozbawione jakichkolwiek defektów anatomicznych. Ich pochodzenie nas nie interesuje. Głowa z prawdziwą czaszką jest bestsellerem w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.


'' Nie ma żadnych dowodów na to, że zabijali ludzi''


Władze Indii traktują tę kwestię równie beztrosko.
Choć międzynarodowy handel kośćmi narusza zarówno prawo handlowe kraju, jak i miejscowe przepisy dotyczące ochrony grobów, urzędnicy państwowi odwracają głowy. - To nic nowego - mówi Rajeev Kumar, zastępca głównego inspektora policji stanu Bengal Zachodni. - Nie ma żadnych dowodów na to, że zabijali ludzi.
Policja zainteresowała się Biswasem tylko dlatego, że zaginęły ciała kilku ważnych osób.


- Próbujemy wprowadzić prawo odnoszące się do tego, jaką wagę przykłada do danego czynu społeczeństwo - dodaje. -
A społeczeństwo nie uważa tego za poważne przestępstwo.
Wszyscy zdają sobie sprawę, że ludzkie kości są nieodzownym elementem badań i edukacji medycznej, lecz mało kto się domaga, by pozyskiwano je za uprzednią zgodą ludzi, do których niegdyś należały.
Ponowne ożywienie handlu szkieletami w Indiach jest świadectwem tej właśnie sprzeczności.
O ile ofiarami zwiększonego zainteresowania kośćmi są ludzie zmarli, o tyle jeszcze groźniejsze zjawisko pobierania nerek od żywych mieszkańców slumsów jest jedynie współczesną wersją starych indyjskich praktyk.

Tymczasem fabryki kości w Kalkucie znów pracują pełną parą".



http://metromsn.gazeta.pl/Wydarzenia/1, ... ylii_.html

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 27 lutego 2014, o 14:17 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
50 mld euro rocznie z handlu ludźmi i ich organami. "Der Spiegel": 880 tys. niewolników w UE
Obrazek
Der Spiegel": w krajach UE 880 tys. osób wykonuje pracę niewolniczą
(Fot. "Der Spiegel")
W krajach UE 880 tys. osób pracuje w warunkach niewolniczych, a jedna czwarta z nich wykorzystywana jest seksualnie - podał w niedzielę niemiecki tygodnik
"Der Spiegel", powołując się na dane zebrane przez komisję Parlamentu Europejskiego.
3 tysiące 600 międzynarodowych gangów działa na terenie Unii Europejskiej - tak wynika z informacji specjalnej komisji parlamentu europejskiego CRIM.
Zyski gangów z handlu ludźmi szacowane są na 25 mld euro rocznie.
Sprzedaż ludzkich organów oraz dzikich zwierząt przynosi gangsterom od 18 do 26 mld euro rocznie - czytamy w "Spieglu".

Straty państw UE spowodowane przestępczą działalnością oceniane są na 290 mld euro. Autorzy sprawozdania uznali korupcję za "poważne zagrożenie" dla UE.
Kontrolerzy wykryli tylko w sektorze publicznym 20 mln przypadków korupcyjnego zachowania.
Roczne straty z tego tytułu wynoszą 120 mld euro rocznie.
Komisja domaga się likwidacji rajów podatkowych na terenie UE, penalizacji przypadków kupowania głosów w wyborach i pięcioletniego zakazu podpisywania umów na publiczne dostawy z osobami skazanymi za korupcję.
Osoby, które ujawniają nieprawidłowości w działalności instytucji i urzędów, nie powinny być ścigane przez wymiar sprawiedliwości.
Parlament Europejski ma głosować nad raportem komitetu CRIM 23 października.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... l#TRrelSST

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 27 lutego 2014, o 14:21 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
Chiny: rozbito siatkę handlarzy organami. Ofiar szukali przez internet

W Chinach rozbito organizację przestępczą zajmującą się handlem organami.
W 18 prowincjach zatrzymano prawie 140 osób.
Jak informuje chińska telewizja - uratowano też 127 osób, które przygotowywano do pobrania organów.
Handel organami to w Chinach wciąż niezwykle poważny problem.

Według chińskich mediów rozbity właśnie gang był świetnie zorganizowany.
Pośród zatrzymanych jest 18 lekarzy, którzy przeprowadzali nielegalne transplantacje.

Przestępcy poszukiwali dawców organów poprzez internet.
Przed pobraniem organów przetrzymywano ich w specjalnych miejscach odosobnienia,
bez kontaktu ze światem zewnętrznym.


Większość pieniędzy pochodzących od pacjentów, którzy płacili za przeszczep, trafiała do kieszeni handlarzy.
Dawców traktowano w nieludzki sposób, dochodziło także do pobić.

CCTV opisuje historię jednego z dawców, którego przez 2 miesiące więziono w mieszkaniu. Mężczyznę wożono też po kraju, na spotkania z potencjalnymi biorcami.
Po operacji pobrania nerki mężczyźnie zamiast obiecanych 16 tys. dolarów wypłacono niespełna tysiąc. Cena nerki - według chińskich mediów - na czarnym rynku waha się od 30 tys. do 80 tys. dolarów.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... l#TRrelSST

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 27 lutego 2014, o 14:23 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
Przełom w dostępie do organów?
Niemcy mają nowe prawo


Obywatele Niemiec otrzymają wkrótce list od swojej kasy chorych. W liście będzie zapytanie o zgodę na pobranie organów po śmierci w celu transplantacji. Taką regulację uchwalił Bundestag.
Dzisiejsza (25.05.12) uchwała Bundestagu to finał wieloletniej debaty.
Niemiecki parlament uchwalił tzw. rozwiązanie decyzyjne i wprowadził odpowiednie zmiany do ustawy o transplantacji organów.

W przyszłości wszyscy obywatele RFN w wieku powyżej 16 lat będą pisemnie przekonywani przez kasy chorych, by wyrazili zgodę na pobranie narządów w wypadku śmierci. W ten sposób zwiększona ma zostać liczba potencjalnych dawców.
Każdy ma swobodę decyzji.

- Przyjęta regulacja przewiduje możliwość, że ludzie nie będą chcieli zdecydować się w danym momencie. Ale nie będziemy dawać za wygraną - powiedział minister zdrowia RFN Daniel Bahr (FDP). Jak dodał, nowa regulacja to sygnał zachęcający wszystkich do podjęcia decyzji - najlepiej na rzecz transplantacji. Szef opozycyjnych socjaldemokratów Frank-Walter Steinmeier (SPD) widzi w nowej regulacji zdecydowane "tak" dla człowieczeństwa i solidarności.

Długie listy oczekujących

W Niemczech brakuje organów do transplantacji. - Obecnie 250 pacjentów czeka na serce. Tylko 70-80 będzie mogło w tym roku poddać się transplantacji - stwierdził przedstawiciel Centrum Transplantacji Serca w Bad Oeynhausen (zachodnie Niemcy). Chociaż w sondażach 80 procent zapytanych wypowiada się pozytywnie na temat możliwości udostępnienia narządów do transplantacji, to jednak tylko 20 procent wypełniło stosowną deklarację. W 2011 roku w całych Niemczech pobrano pośmiertnie organy od 1200 dawców. Obecnie na przeszczep czeka 12 tysięcy pacjentów. Codziennie umiera troje z nich.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... l#TRrelSST

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 27 lutego 2014, o 14:25 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
Przeszczepy rogówki bez zgody?
CBA zawiadamia prokuraturę; prof. Szaflik odpiera zarzuty

CBA skierowało do Prokuratury Generalnej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w prywatnej klinice okulistycznej należącej do odwołanego ze stanowiska konsultanta krajowego w dziedzinie okulistyki prof. Jerzego Szaflika. Przestrzegałem prawa - zapewnia Szaflik.
- Zawiadomienie dotyczy przestępstw określonych w ustawie o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów. Ma związek z przekazanymi nam w ubiegłym tygodniu przez Ministerstwo Zdrowia informacjami dotyczącymi nieprawidłowości - powiedział dziś rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

Z informacji zamieszczonej na stronie www.cba.gov.pl wynika, że o skierowaniu zawiadomienia do prokuratury zdecydował zastępca szefa CBA Janusz Czerwiński po analizie i weryfikacji zebranych materiałów.

Bank Tkanek Oka poza rejestrem?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... l#TRrelSST

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 28 grudnia 2014, o 12:41 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407

27.12.2014.

Islamskie Państwo czerpie zyski z handlu organami.
Chirurgów sprowadzają z Zachodu


2014-12-27 pch24
Obrazek




Dżihad wkracza w nowy etap.
Islamskie Państwo pozyskuje i sprzedaje organy do transplantacji.
W szpitalach Mosulu takie operacje przeprowadzają lekarze z Zachodu, narządy przerzucane są przez Turcję i Arabię Saudyjską i sprzedawane zachodnim nabywcom.


Informacje o handlu organami ujawnił serwis „Al-Monitor” powołując się na informacje przekazane przez jednego z lekarzy pracujących w Mosulu.
Na północy Iraku, na terenach kontrolowanych przez Islamskie Państwo, pojawili się zachodni lekarze wycinający serca, wątroby i nerki.
Na stół trafiają ranni dżihadyści, chrześcijanie i jazydzi – w tym dzieci.


Dżihadyści stworzyli osobną sekcję zajmującą się wyłącznie pozyskiwaniem i przerzutem organów.
Zatrudniają chirurgów z Zachodu, którzy utrzymywani są w odosobnieniu.
Organy są transportowane do Turcji bądź do Arabii Saudyjskiej, gdzie znajduję nabywców – donosi z kolei Assyrian International News Agency.

Islamskie Państwo dostarcza już połowę heroiny sprzedawanej w całej Europie.
Teraz terroryści chcą pozyskać dodatkowe środki wchodząc na czarny rynek organów.

Źródło: Al-Monitor mat
http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=47

.
http://www.pch24.pl/islamskie-panstwo-c ... 923,i.html

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Handel organami do przeszczepów...
 Post Napisane: 29 grudnia 2014, o 18:09 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13407
str na fb
__________


"Twoje oczy zasługują na lepsze życie pozagrobowe.
Oddaj je."
-
tak brzmi hasło kampanii hinduskiego Banku Oczu.
Przedstawiając konsumpcję gałki ocznej na cmentarzu przez robaki autorzy kampanii chcieli pokazać, że można zapewnić swoim oczom lepszy los po śmierci, a dodatkowo pomóc niewidomym.
Kontrowersyjnie, ale czy skutecznie?
Co sądzicie o takiej kampanii:)?
https://fb

foto sie nie zachowało

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
 Post Napisane: 29 grudnia 2014, o 18:09 
 


Góra 
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 

Strona główna forum » OFF TOPIC » ROZMOWY trzeciego MILENIUM


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Tłumaczenie phpBB3.PL