Zarejestruj    Zaloguj    Dział    FAQ

Strona główna forum » Potrzeby DUCHA i Duszy » Z BOGIEM NA CODZIEŃ




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Jacek Pikuła - Żeby mieć swój skrawek nieba....”
 Post Napisane: 23 października 2013, o 13:08 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13207
KĄCIK OTWARTYCH SERC
“Żeby mieć swój skrawek nieba....”

Jeszcze w czerwcu 2002 roku istniał w Katowicach dom dla prawie setki dzieci pochodzących z rodzin dotkniętych bezrobociem oraz dla dzieci, które doświadczyły przemocy ze strony najbliższych. Jeszcze tak niedawno miały miejsce, gdzie mogły czuć się bezpiecznie, rozwijać swoje umiejętności, rozkwitać i pracować na rzecz innych dzieci. Z powodu budowy Drogi Trasy Średnicowej dom został zburzony. W zamian Placówka ds. Humanitarno -Opiekuńczych Jacka Pikuły otrzymała dom bez dachu, okien, podłóg, drzwi, instalacji wodno-kanalizacyjnej i elektrycznej. Jest pięknie położony, na bardzo ładnej działce podarowanej dzięki życzliwości Prezydenta Miasta Katowic. Teraz przed Jackiem Pikułą stanęło wielkie zadanie ścigania się z czasem o “skrawek nieba” dla podopiecznych mu dzieci. Pani Jolanta Kwaśniewska tak napisała swego czasu w liście do Jacka Pikuły: “Dzięki Pańskiej działalności dzieci z rodzin najuboższych mają możliwość poznania niezwykłego świata. Świata przepełnionego atmosferą przyjaźni, dobroci oraz wrażliwości na sztukę i piękno”. Jak powstawał ów specyficzny “skrawek nieba” dla katowickich dzieci? Przez wiele lat przyjeżdżając do Katowic na ulicy Staromiejskiej w samym środku miasta bez względu na pogodę i porę roku obserwowałam wysokiego, szczupłego mężczyznę z gitarą w ręku, który nie zwracając uwagi na przechodniów śpiewał obok makiety z domkiem - skarbonka. To był ten “skrawek nieba”, a śpiew był sposobem na jego utrzymanie. Jacek Pikuła tak wtopił się w klimat ulicy, że jego brak z czasem wywoływał zainteresowanie “co się stało, że Pikuły dzisiaj nie ma?” Właśnie na ulicy Staromiejskiej postanowiłam umówić się z moim rozmówcą.

- Jak to się wszystko zaczęło panie Jacku?

- Ponad 10 lat temu podjąłem dekanat w kościele ewangelickim. Wymyśliłem sobie, żeby ten czas dekanatu spędzić na dworcu kolejowym. Czytałem słowo Boże, przynosiłem herbatę, robiłem kanapki. Po jakimś czasie zacząłem robić opatrunki i potem wydawać obiady dla bezdomnych na dworcu. To, co mnie zaczęło strasznie bulwersować, to gdy w kolejce po zupę dla bezdomnych stawały dzieci. Niedużo ich było, trójka czasami piątka, ale ich widok na dworcu mnie bulwersował i bolał. Zacząłem brać nocne dyżury i to wówczas obserwowałem mężczyzn, którzy podchodzili do śpiących na ławkach dzieci, przysiadali się do nich, przykrywali, głaskali. Tego nie wytrzymywałem. Zabierałem takiego dzieciaka pod swoja opiekę. To był sygnał, że najbardziej poszkodowane i bezbronne na dworcu są dzieci. W zborze ewangelickim w Katowicach przy ul. Kąckiego uzyskałem zgodę na zajęcie się tymi dziećmi i chyba to tak się zaczęło. Dzieci miały swój adres i opiekuna w ciężkich sytuacjach, a ja zacząłem starania o utworzenie świetlicy dla nich. Dysponowałem wówczas własnymi środkami, które zbierałem banku. Wynająłem mieszkanie w Katowicach. Odmalowałem, wytapetowałem. To było właściwie całe piętro, kilkanaście pokoi. Zgłosiłem tą pracę w Kuratorium Oświaty. Otrzymałem zaświadczenie o prowadzeniu świetlicy. Po jakiś trzech czy czterech miesiącach, zaczęło się wszystko układać. Powstały grupy wiekowe. Zaczęli przyłączać się wolontariusze z Uniwersytetu Śląskiego. Dzieciaki uczyły się języków, nadganiały zaległości w szkole. Z podstawowych przedmiotów. Zaczęło się robić tłoczno i powoli kończyły się moje pieniądze. Złożyłem prośbę w urzędzie miejskim o lokal, za który nie musiałbym płacić. Po miesiącu otrzymałem wynaleziony, zdewastowany lokal. Kolejny remont, ale tym razem już nie sam tylko z dzieciakami urządzaliśmy ich skrawek nieba. Po ośmiu latach pracy nasz nowy ośrodek rozrósł się do 420 m2. Ponad 20 dzieci mogło w nim mieszkać. 50 mogło się spotykać w grupach klubowych z konkretnym programem terapeutycznym.

- Jaki to był program?

- Program był przygotowywany przez wolontariuszy specjalistów dla każdego dziecka osobno. Myśmy się przyglądali dzieciakom opracowywaliśmy program i składaliśmy prośbę do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej o przekazanie nam takiego dziecka wraz z funduszami na terapię. To były wszystko dzieci, które wykazywały bardzo duże zaangażowanie w możliwość nowego życia. Dzieci ze zdolnościami plastycznymi mogły malować. Wszystkie pomagały w kuchni, obierały ziemniaki, przygotowywały kanapki. Ja nigdy nie zatrudniałem kucharki czy sprzątaczki. Dzieci same podlewały kwiaty, troszczyły się o prządek. Ja miałem tylko dyżurne osoby, które wieczorem przechodziły i poprawiały. Dzieci same myły naczynia, ale później w nocy zmywarka wyparzała naczynia. Dzieci czuły się dorosłe, a przede wszystkim samodzielne i odpowiedzialne. Powstał nawet mały zakład, w którym dzieci naprawiały rowery, czy zepsute przedmioty. Tam też powstawały różne rzeczy, które potem sprzedawaliśmy na różnych aukcjach, a zarobione pieniądze kierowaliśmy na potrzeby nie tylko nasze, ale i na przykład dzieci na oddziałach onkologicznych w szpitalach. Pomagaliśmy sobie i innym To był główny cel, żeby dzieci pomogły również innym. My w Ośrodku pomagamy im, a one pomagają innym maluchom w równie ciężkiej sytuacji życiowej.

- Cały czas rozmawiamy w czasie przeszłym, dlaczego?

-No cóż, to jest już historia. Pierwszego czerwca ubiegłego roku uroczyście otwieraliśmy powiększoną i odnowioną Placówkę ds. Humanitarno-Opiekuńczych, a w październiku wypowiedziano nam lokal w związku z budową Trasy Średnicowej. Teraz zaczynam od zera czasami z budżetem 5 złotych dziennie. Odszkodowanie, które otrzymaliśmy za poprzednie lokum nie wystarczyło nawet na wstępne roboty w zdewastowanym budynku. Najgorsze jest to, że wypracowane przez lata systemy wychowawcze się sprawdziły, zyskały uznanie ekspertów z Holandii, Francji i Niemiec. Dzisiaj nie mogę prowadzić tak rozbudowanej działalności. Borykam się z problemami remontowymi, a właściwie odbudowy domu, który dostałem. A z drugiej strony, co mam powiedzieć dzieciom? Jak im wytłumaczyć decyzje urzędnicze? Zaczynam więc wszystko od nowa licząc, że znajdę pomoc i zrozumienie. Organizuję aukcje, śpiewam na ulicy Staromiejskiej i powoli, mimo zimy, idę do przodu. Dzieci dzisiaj sprzątają teren, przenoszą cegły, uczestniczą we wszystkich bezpiecznych dla nich pracach. Nie chcę się tych dzieci pozbyć. Bardziej liczę na to, że wychowam przyszłych współpracowników i wolontariuszy.

- Mamy Nowy Rok, o czym pan marzy?

- Ja sam nie potrzebuję nic poza biblią i parą skarpet. Dla dzieci chciałbym skończyć remont domu i oddać go na wiosnę. Chciałbym stworzyć znowu taki ośrodek, w którym dzieci będą odrabiały lekcje, ale również będą się kształciły pod naszym okiem. Już dziś są wolontariusze, którzy uczą języka angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Podobnie chemii i fizyki. Chciałbym wydać książkę o całej historii tego naszego “skrawka nieba” Kiedyś o godzinie 22.00 ogłaszałem ciszę nocną taką piosenką:
“ Dzisiaj mogę iść spać
dziś pewnie nic się nie zdarzy
Chyba się można położyć.
Marzeń na jutro trzeba wymarzyć
To był fantastyczny pomysł z tym łóżkiem.
Gdy w życiu jest ciężko, czasami wystarczy poprawić poduszkę...”

- Życzę Panu siły i wiary w pańską pracę wielu dobrych i otwartych ludzi.

Jeśli Państwo chcielibyście pomóc w odbudowie dziecięcego “Skrawka nieba” w Katowicach to podaję numer konta:
PKO Bank Polski I O/Katowice
10202313-476355-270-1
e-mail: skraweknieba@interia.pl
Placówka ds. Humanitarno – Opiekuńczych,
ul. Graniczna 2,
40-008 Katowice

Rozmawiała
Halina GODECKA


20-6-1.jpg (12482 Byte)

Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Sulzbach, 2002)

Fot. Michael Wittbrot

.....
Obrazek
Ostatni miesiąc z Pikułą

. Gdy zaczęło grzmieć, Pikuła zrobił pobudkę. Na wypadek burzy przygotował miejsca do spania pod dachem. - Szły za mną jak kaczuszki - śmieje się. Był liderem placówki ds. humanitarno-opiekuńczych, nazwanej później Skrawkiem Nieba. To placówka socjoterapeutyczna dla dzieci, założona i prowadzona
Ratowanie placówki Skrawek Nieba
Ratowanie placówki Skrawek Nieba

W środę aukcja, w czwartek koncert na rzecz Skrawka Nieba. Na ratowanie placówki dla dzieci są dwa sposoby, ale najpierw trzeba spłacić dług. Szybko! - Wiele ważnych osób mówi: i co, co pół roku będziemy robić kolejną zbiórkę, żeby spłacić dług Pikuły? - zapytał prof. Marian Zembala
Bez Skrawka Pikuły
Bez Skrawka Pikuły

Po 12 latach służby Jacek Pikuła oddał klucze do swojej placówki miastu. Kiedy skończy się remont, kto ją poprowadzi, co z dziećmi? Placówka Skrawek Nieba w Katowicach przygarniała dzieci z rodzin, które nie radziły sobie z wychowaniem. To był ich drugi dom z obiadem, biurkiem, książką
Czy Jacek Pikuła zaginął? Policja milczy
Czy Jacek Pikuła zaginął? Policja milczy

na drugą stronę ulicy, nazwie ją Skrawek Nieba. Właściwie przez cały czas działalności była w remoncie. Po raz ostatni napisaliśmy o niej w kwietniu tego roku. Pikuła zamierzał upomnieć się o siedzibę placówki w sądzie, chociaż rok wcześniej oddał ją miastu. Po publikacji poinformował "Gazetę
http://info.wiadomosci.gazeta.pl/szukaj ... iku%C5%82y

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
 Post Napisane: 23 października 2013, o 13:08 
 


Góra 
  
 
 Tytuł: Re: Jacek Pikuła - Żeby mieć swój skrawek nieba....”
 Post Napisane: 23 października 2013, o 14:40 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 lipca 2012, o 17:54
Posty: 13207
komentarz z fb

A O- Dzisiaj Bóg bardzo wyraźnie położył mi na serce tego człowieka - Jacka Pikułę.
Czy ktoś z nas pamięta, wspomina, modli się ???
Udostępnij

J G -Ja pamiętam i się modlę!!!szukam go ,bo Bóg ma dalszy plan dla jego życia..ale niestety wszystko stracil...i zginąl bez śladu...
a nawet gitarę oddał do licytacli a albumy do bibioteki..pamiętniki spalił...smutne-nikt mu nie pomógł kiedy urząd skarbowy go niszczyl....

pamietam jak go znależliśmy nad jeziorem Niesłysz...potem mieszkał w naszej rodzinie..poznał Pana..i zaczął słuzyć..12 lat owocnej pracy...nagrał świadectwo w Głosie Ewangelii -ale Henryk Dedo nie wie gdzie obecnie jest...



Obrazek

.

_________________
Isaj40/9
Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny Syjonie!
Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judy: Oto wasz Bóg!


.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
 Post Napisane: 23 października 2013, o 14:40 
 


Góra 
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 

Strona główna forum » Potrzeby DUCHA i Duszy » Z BOGIEM NA CODZIEŃ


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Tłumaczenie phpBB3.PL